W zasadzie nie dostajemy nic do jedzenia. Raz co jakiś czas strażnik stawia wiadro wody i pare bochenków spleśniałego chleba. I tak co tydzień. Albo co miesiąc. Daty latają mi przed oczyma, opieram sie o mur i chowam twarz w dłoniach.
Co sie ze mną dzieje? Zaczynam mieć coraz większe plamy w pamięci. Coraz trudniej przywołać mi wspomnienia, które są zbyt bolesne, by je z uśmiechem wspominać.
-Masz-podnosze wzrok, gdy słysze głośny szept przy moim uchu. Richard kuca koło mnie i wpycha mi do dłoni kromke chleba.
Richarda znam....no i tu następuje problem. Pewnie gdzieś tak w czasach dziecinstwa, lecz nie jestem pewna. Równie dobrze mogliśmy sie poznać tu. Zresztą nieważne. I tak to nie ma znaczenia w tym miejscu.
-Dzięki-uśmiecham sie pod nosem i skubie chleb. Mimowolnie spoglądam na chłopaka kolo mnie, który pracowicie próbuje odkroić z kromek pleśń.Szrama na czole, zlepione krwią blond włosy, piwne oczy.
Zaciskam oczy, w skroniach czuje pulsujący ból
Nie moge sobie przypomnieć jego imienia.
Nie...to nie możliwe-ganie sie w myślach-Przeciesz przed chwilą o nim myślałam...
Chleb wypada mi z ręki. Nie, nie, nie, nie, nie.
-Elle? Wszystko w porządku?-Blondyn potrząsnął moim ramieniem. Wlepiłam w niego bezwałdnie wzrok.
-Nie nazywam sie Elle-szepcze cicho, w rzeczywistości nie mając pojęcia jak naprawde się nazywam. Po moim ciele przebiega dreszcz.
-Michellle? Co sie dzieje?-chłopak również wpatruje sie we mnie. Ze strachem, bólem i czymś czego nie moge opisać.
-Mówie,że nie jestem Michelle, ani Elle!-wrzeszcze, lecz natychmiast milkne, zaskoczona. Mój głos potoczył sie echem po celi, a ludzie w niej zgromadzeni, wszyscy spojrzeli w moim kierunku.
Podbiega jakaś kobieta. Kuca koło mnie. Czuje jak lodowate palce zasiskają sie na mojej dłoni. Szybko sie wyrywam.
-Kochanie...co sie dzieje?-pyta kobieta łagodnie odgarneła mi włosy z czoła. Odsuwam sie od niej, przywierając do chłopaka, od którego też odskakuje jak oparzona.
-Zostawcie mnie! Nie jestem Michelle! Rozumiecie?! Nie znam was!-wrzasnełam, a z oczu poleciały mi łzy.
Pewnie bym sie wydzierała dalej, gdy drzwi otworzyły sie z hukiem. Natychmiast je dopadam. U progu stoi jakiś mężczyzna. W mundurze. Lepsze i to. Może on nie będzie mi truć, tylko powie prawde.
Już otwieram usta, gdy nagle sobie uświadamiam, co robie. Nazywam sie Michelle Davies, zostałam tu zamknięta z matką i....
Zataczam sie i padam na ziemie.
Tymczasem mężczyzna, nie pozwoli mi ochłonąć, tylko brutalnie podniósł i dał mi w twarz.
-Ty tak wrzeszczałaś?-warknął, zaciskając palce na mojej szyi. Rozpaczliwie chwytałam powietrze w usta. Moja twarz stała sie biała.
-Pytałem sie o coś!!!-ryknął i rzucił mną o ściane, po której sie bezwiednie osunełam.
Dzięki za info. Już się zabrałam za czytanie. Nadal nie mogę się zachwycić twoim tematem. Co się z naszą bohaterką dzieje? Miałam takie wrażenie jakby posiadała dwie jaźnie. Robi się coraz bardziej ciekawie.
OdpowiedzUsuńfajne opowiadanie =3 lubie takie ;p
OdpowiedzUsuńBardzo spodobało mi się twoje opowiadanie. Oryginalne. Polecę cię na moim blogu... A i dodaj tu gdzieś zakładkę dla obserwatorów bo chcę zaobserwować :)
OdpowiedzUsuńBiedna dziewczyna, ona tu ma alzchaimera czy coś, a oni tak ją traktują? Cóż za emocje! Kocham, kocham! Twój styl pisania jest niesamowity! Postapokalipsa, choroby psychiczne, po prostu idealnie! Czekam na dalszy rozwój wydarzeń. Dobrze, że zmieniłaś szablon ^.^
OdpowiedzUsuńAlzheimera w dziewczęcym wieku? Trochę niezbyt realne :)
UsuńŚwietne to opowiadani, bardzo mi się podoba. ;)
OdpowiedzUsuńBędę czytać. !
'Zaraszam do siebie.
http://feisty-quarrelsome-sincere.blogspot.com/